Printiko.pl — jak uciec od prowizji Allegro i zbudować własny kanał sprzedaży
Sklep internetowy dla firmy z Kielc sprzedającej gadżety reklamowe z nadrukiem. Automatyczny system rabatów ilościowych, płatności online, pełna analityka zachowań klientów. Efekt: każda złotówka przychodu zostaje w firmie, nie u pośrednika.
Firma, która przez lata sprzedawała na Allegro, w pewnym momencie zorientowała się, że pracuje dla Allegro, nie dla siebie.
Printiko sprzedaje gadżety reklamowe z nadrukiem — kamizelki odblaskowe, torby bawełniane, kubki, wszystko co firma może dać pracownikom albo klientom z własnym logo. Przez lata robili to na Allegro. Platforma dawała ruch, dawała klientów. Model, którego nie trzeba było wymyślać.
Ale każda sprzedaż to prowizja. Każde wyróżnienie to dodatkowy koszt. Każda zmiana algorytmu to ryzyko, że jutro obudzisz się z połową ruchu — nie dlatego, że coś zrobiłeś źle, tylko dlatego, że ktoś w Warszawie kliknął w suwak.
Prowizje rosły. Marża topniała. W pewnym momencie klient policzył, ile realnie zarabia na sprzedaży kamizelki za 15 złotych — i uświadomił sobie, że najlepszym, co może zrobić dla swojej firmy, jest zbudowanie kanału, którego zasad nie ustala ktoś inny.
Wtedy się poznaliśmy.
Punkt wyjścia
Klient miał produkt — asortyment gadżetów reklamowych z własnym systemem nadruku, doświadczenie w realizacji zamówień, wypracowaną bazę klientów z Allegro. Miał wiedzę o rynku — kto zamawia, ile, po co, w jakich cenach hurtowych.
Nie miał tylko jednej rzeczy: miejsca, w którym ci sami klienci mogliby zamawiać bezpośrednio u niego, bez pośrednika.
To nie jest sytuacja, w której startujesz od zera. To jest sytuacja, w której masz gotowy biznes i musisz go tylko wypuścić z klatki.
Dlaczego WooCommerce, a nie Shopify albo Shoper
To była świadoma decyzja — i warto ją tu wytłumaczyć, bo w innym moim case (Wyspa Zabawy) piszę wprost, że stronę zrobiłem bez żadnego CMS-a, ręcznie w HTML. A tutaj wybrałem coś dokładnie odwrotnego: WordPress plus WooCommerce.
Odpowiedź jest ta sama, co zawsze: technologia dobrana do potrzeby, nie do przyzwyczajenia.
Sklep internetowy ma być wolny od pośrednika, ale klient dalej musi z nim pracować codziennie. Dodawać nowe produkty, aktualizować ceny, zmieniać rabaty, wystawiać faktury, obsługiwać zwroty. To nie jest strona informacyjna, którą wgrywasz raz i zapominasz — to żywe narzędzie, którym operuje właściciel firmy.
Shopify i Shoper są dobre, ale to systemy w modelu abonamentowym — płacisz co miesiąc, i to płacisz ich wewnętrznej platformie, która trzyma Twoje dane u siebie. Uciekłeś od prowizji Allegro, żeby wpaść w abonament SaaS-a. Nie do końca o to chodziło.
WooCommerce to open source. Sklep stoi na serwerze klienta, dane są jego, konfiguracja jest jego. Nie płaci nikomu za możliwość sprzedawania. Jedyny koszt to hosting, którego opłata roczna jest niższa niż jeden miesiąc dobrego SaaS-a.
System rabatów ilościowych — sedno tego projektu
Gadżety reklamowe sprzedaje się przede wszystkim hurtowo. Firma zamawia 50 kamizelek dla pracowników. Organizator eventu zamawia 200 toreb z logo sponsora. Uczelnia zamawia 500 kubków na konferencję.
Klient hurtowy wie jedną rzecz: im większe zamówienie, tym niższa cena za sztukę. To standard rynku, którego nie ma sensu podważać. Jeśli sklep nie oferuje rabatu przy większej ilości — klient wyjdzie i sprawdzi u kogoś, kto oferuje.
Problem w tym, że ręczne obsługiwanie takich rabatów jest koszmarem. Klient dzwoni: „ile za 100 sztuk?". Sprzedawca liczy, wysyła ofertę mailem, negocjują, wystawia fakturę z inną kwotą niż w sklepie. To zżera czas, którego mała firma nie ma.
Dlatego wdrożyłem automatyczny system rabatów, który działa bez żadnej obsługi ze strony właściciela:
- Klient wchodzi na stronę produktu. Widzi cenę regularną plus czytelną tabelę: przy X sztukach jest taniej, przy Y sztukach jeszcze taniej. Wie od razu, co go czeka.
- Dodaje wybraną ilość do koszyka. System sam wykrywa próg i nalicza właściwy rabat. Cena w koszyku aktualizuje się w czasie rzeczywistym — bez przeładowywania, bez czekania.
- Płaci przez zwykłą bramkę płatności. BLIK, przelew, karta. Faktura wystawia się automatycznie z odpowiednią, już rabatowaną kwotą.
Właściciel Printiko nie musi nic klikać. Nie musi odpowiadać na maile o ceny hurtowe. Nie musi wystawiać ręcznie faktur z innymi kwotami. Sklep pracuje w nocy tak samo dobrze, jak w dzień pracy.
Analityka — bo bez danych nie ma decyzji
Sam sklep to za mało. Trzeba wiedzieć, jak klienci z niego korzystają, gdzie utykają, dlaczego rezygnują. Wdrożyłem trzy narzędzia, które dają pełen obraz:
- Google Analytics 4. Ruch, źródła odwiedzin, konwersje, ścieżki zakupowe. Skąd przyszedł klient, ile podstron obejrzał, w którym momencie kupił albo wyszedł. Fundament wszystkich decyzji.
- Google Search Console. Widoczność w Google, frazy generujące ruch, błędy techniczne. Bez tego nie wiadomo, czy pozycjonowanie robi swoje, ani na jakie zapytania warto walczyć.
- Microsoft Clarity. To najciekawsze narzędzie — nagrania prawdziwych sesji użytkowników i mapy ciepła. Widać dokładnie, gdzie klient kliknął, gdzie zjechał wzrokiem, w którym miejscu porzucił koszyk. Danych, których nie zastąpi żadna ankieta.
Razem dają coś, czego nie ma na Allegro: pełen wgląd w to, co się dzieje z klientem od pierwszego kliknięcia do złożenia zamówienia. Na tej podstawie można poprawiać sklep, testować układy strony, optymalizować kampanie reklamowe. Bez zgadywania.
Google Ads — na własnych, precyzyjnych warunkach
Kampania w Google Ads ruszyła miesiąc temu — za wcześnie na pełne podsumowanie, ale pierwsze zamówienia z reklamy już się pojawiły. Skupiamy się na reklamach produktowych, które pokazują konkretne produkty z ceną bezpośrednio w wynikach wyszukiwania. Klient, który wpisuje „kamizelka odblaskowa z nadrukiem", widzi od razu produkt Printiko z ceną — bez wchodzenia na Allegro, bez konkurowania z tysiącem podobnych ofert.
Dane z Analytics i Clarity pozwalają optymalizować kampanię i sklep na bieżąco. To model, w którym każda złotówka wydana na reklamę jest widoczna — wiadomo skąd przyszła, gdzie kliknęła, czy się zwróciła. Zupełnie inny świat niż wyróżnienia na Allegro.
Efekt
Każda sprzedaż zostaje w firmie. Rabaty naliczają się same. Klient hurtowy widzi swoją cenę od razu i zamawia bez pytania o mail. Właściciel wie, kto wchodzi na sklep, skąd przychodzi i dlaczego kupuje albo nie kupuje.
To jest różnica między pracowaniem dla platformy a prowadzeniem własnego biznesu.
Sklep internetowy jest bardzo ładny. Działa szybko i posiada wszystkie funkcjonalności, na których mi zależało.
Co z tego wynika dla Twojej firmy
Jeśli sprzedajesz przez Allegro, Amazon albo inny marketplace — masz ruch, ale nie masz relacji z klientem. Klient nie kupuje u Ciebie, tylko „na Allegro". Nigdy do Ciebie nie wróci, bo nie wie, że w ogóle istniejesz jako marka.
Do tego prowizje mają jedną cechę wspólną: zawsze rosną. Nigdy nie widziałem platformy, która obniża prowizję z roku na rok. Zawsze idzie w drugą stronę.
Własny sklep to inwestycja, która się zwraca — i z każdym miesiącem kosztuje coraz mniej, bo koszt jest jednorazowy. Prowizja marketplace'a to koszt, który rośnie razem z Twoim sukcesem. Im lepiej sprzedajesz, tym więcej płacisz komuś innemu za prawo do sprzedaży.
Klient, który to zrozumiał, przestał być klientem Allegro i zaczął być klientem siebie samego.
Porozmawiajmy.
Sprzedajesz przez marketplace i czujesz, że pracujesz dla platformy? Napisz w dwóch zdaniach, co robisz i skąd przychodzą klienci. Odezwę się w ciągu 24 godzin.
Lub napisz bezpośrednio: adrian@strojwas.pl